czwartek, 28 kwietnia 2016

Muminki - fińscy lokatorzy


Łatwo się ekscytuję. Wystarczy powiedzieć mi, że gdzieś jedziemy, coś fascynującego jest zaplanowane - wpadam w zachwyt. Fajnie nie? Tylko odkąd jestem w Finlandii nie mogę spać. Normalna pora zasypiania? 3:30 nad ranem. Nic więc dziwnego, że śpię do 11:00 - 12:00 (tak tak, mam poczucie, że to strata czasu, no ale jakoś muszę to nadrobić).
pannari.fi

Ale nie o tym dziś.

"Kochanie jedziemy do Finlandii na 2 miesiące" - usłyszałam i co zrobiłam? Zamiast obdzwonić najbliższych, dorwałam komputer i zaczęłam wpisywać: "what to see in Finland", "TOP 10 of Finland".). Znalazłam co chciałam i czego nie szukałam, ale natknęłam się również na Muminki! Kochane, poczciwe, troszkę głupawe z wyglądu Muminki :)

Przypomniałam sobie, że pochodzą z Finlandii. Wymyśliła je sobie niejaka Tove Jansson.
W każdym przeciętnym sklepie znajduje się przynajmniej jedna rzecz z motywem Muminków. To ich dobro narodowe, wraz z reniferami, Świętym Mikołajem i piękną naturą. W niewielkiej miejscowości Kuopio znajduje się nawet kawiarnia, której naczynia posiadają motyw muminkowy, a na samotnie odwiedzających czekają postaci ze świata Muminków, które proponują swoje towarzystwo podczas posiłku.

pannari.fi
Wszelkie akcesoria muminkowe są obrzydliwie drogie. Od figurek 2-centymetrowych za 10 euro, po talerze dekoracyjne za ponad 60 euro. Szok. No ale przecież to nie powód, żeby przestać lubić Muminki. A więc mam już:

24-centymetrową pluszową mamę Muminek:

 

Foremki Mała Mi i grubaśny Muminek synek:


Talerzyki Muminkowe:



...i parę słodyczy, które zaraz znikną ;)



Większość tych przedmiotów to prezenty dla najbliższych. Radość dawania jest najprzyjemniejsza :)



sobota, 6 lutego 2016

Fińska zupa rybna - Lohikeitto

Podróże wiążą się z doświadczaniem czegoś nowego, odkrywaniem nowych smaków. Oprócz odnajdywania nieznanych niespodziewanych miejsc, właśnie to najbardziej lubię w podróżowaniu - jeść lokalne przysmaki.

Nie jestem miłośniczką zupy rybnej, tym bardziej, że ta którą znam była serwowana z...rodzynkami - okropieństwo.

Wersja fińska jest o wiele smaczniejsza. To jedno z tradycyjnych fińskich dań, które w mojej wersji jest odrobinę uboższe i mam plan zaserwować je nadjeżdżającym niebawem gościom (znanym też z uwielbiania wcześniej wymienionej zupy rybnej z rodzynkami ;) ).



Składniki:
200 g łososia bez skóry
1 l bulionu
1 cebula
2 ziemniaki
30 ml mleka

W oryginalnym przepisie jeszcze:
- por,
- 30 ml śmietany 18%
- koperek do posypania
Ja nie miałam tych składników, więc pominęłam.


Przygotowanie:
Cebulę i ziemniaki obierz i pokrój w kostkę. Cebulę zeszklij na maśle i odstaw. Do ciepłego bulionu dodaj ziemniaki i gotuj tak długo, aż będą miękkie. Następnie dodaj cebulę i podgrzewaj, nie doprowadzając do wrzenia. Łososia opłucz i pokrój w grubą kostkę. Dodaj do bulionu i gotuj jeszcze przez 10 minut. Zupę odstaw do ostygnięcia. Gdy będzie chłodna, dodaj mleko i zagotuj jeszcze raz.

Pewnie pysznie smakuje  ze świeżym koperkiem, więc zachęcam. Ja dodałam odrobinę brokuła.

Pyszna! Idealna i ciepła, w sam raz na powrót ze spaceru przy temperaturze -20 :).







poniedziałek, 1 lutego 2016

II polowanie na zorzę polarną

Za oknem rześko, jedyne -25. Siedzimy w przytulnej kawiarni, delektując się pyszną kawą. Postanowiliśmy wyjść na ten chłód, mimo wewnętrznych oporów.

-25 + ponad 70% wilgotności powietrza = CHOLERNE zimno

Normalnie wychodząc na takie zimno ubieramy odzież narciarską, dres, spodnie narciarskie, 3 pary skarpetek itp. Ale... idąc na gorącą kawę do przytulnej i cieplutkiej kawiarni? Chyba nie wypada zaraz po wejściu zacząć się rozbierać, prawda? Tak, rozważaliśmy to.


Siedzieliśmy długo delektując się kawą. Wizja powrotu przez te mrozy nas przerażała. Serio. Pierwszy raz poczuliśmy to przenikające zimno i tylko dlatego, że nie ubraliśmy się "na cebulkę" (no i chcieliśmy ładniej niż zwykle wyglądać, ha).


Wróciliśmy podbiegając czasem na rozgrzewkę. Szczęśliwi zaczęliśmy się rozbierać: czapka, nauszniki, rękawiczki, drugie rękawiczki, kurtka, sweter, drugi sweter... I słyszymy sygnał SMS. "Kochanie, chyba będziesz musiała się znowu ubrać" - usłyszałam i Michał podał mi swoją komórkę z treścią SMS'a od koleżanki-finki z pracy: "You might check the sky". W tej chwili nieważne były zamarznięte łydki, cieknący nos, czy lekka senność po wielkim kawałku ciasta. 

aurora-servies.eu
Włączyliśmy aurora-service.eu, by sprawdzić obecny zasięg zorzy polarnej. Kp 6, co oznacza, że widać ją nawet w Helsinkach! W Oulu widać ją już przy kp 3, także wystarczyło dostać się z dala od miejskich świateł. Bez auta, mieszkając w centrum miasta o powierzchni prawie 370 km² to nie takie proste, lecz mój genialny mąż przypomniał sobie pewien wiadukt kolejowy, z którego niebo może być lepiej widoczne.

I tak rozpoczęło się nasze II polowanie na zorzę polarną (I polowaniem była podróż na północ Laponii). Przedzierając się przez mrozy i nie widząc nic ciekawego na niebie, szliśmy popijając gorącą herbatę "z prądem". Szanse były spore, bo niebo było czyste, tylko czasem jakieś białe smugi chmur się pojawiały i znikały. Nie zwracaliśmy na nie uwagi, bo przecież zorza "pływa" po niebie.. Zafiksowani na tym i z wielką chęcią, by ją zobaczyć, co chwilę dawaliśmy się nabrać wędrującej po niebie latarni, wystrzelonej z pobliskiej fabryki. Naiwni my...

Sterczeliśmy na wiadukcie, marznąc i tracąc nadzieję, gdy nagle te dziwne smugi chmur w bardziej zaciemnionych miejscach zaczynały się poruszać i mienić na lekko zielono. Były trochę wyblakłe, ale jak nie do końca wiesz, jak wygląda to, czego szukasz, to wszystko może tym być :)


Na wypadek, gdyby to była  zorza, zrobiłam zdjęcie. I co się okazało? Aparat widział lepiej niż nasze oczy! Nie był tak czuły na miejskie światła, jak nasze oczy i pokazał nam zieloność zorzy. Była piękna, mała ale piękna. Poruszała się powolnie po niebie. Z bardziej zacienionych miejsc okazało się, że te dziwne chmury, które widzieliśmy wcześniej, były zorzą.

Niestety miasto nie jest najlepszym miejscem do jej oglądania, ale to nie ostatnie polowanie..





poniedziałek, 25 stycznia 2016

Owsianka z gruszką

Mając dosyć dziwnych fińskich bułek i chleba tostowego, który mój mąż namiętnie tu kupuje, przerzuciłam się na coś zdrowszego: płatki. Płatki owsiane w różnej postaci: batony owsiane, granola, a teraz też owsianki.



Składniki:

6 łyżek płatków owsianych
łyżka nasion goi
2 łyżki słonecznika
1 gruszka
łyżka siemienia lnianego
łyżka żurawiny
płatki migdałowe
mleko

+ szczypta cynamonu (jeśli lubisz :) )

Przygotowanie:

Wsyp płatki, siemię lniane i nasiona goi do miski i zalej mlekiem lekko powyżej poziomu płatków. Wymieszaj i odstaw na 10 minut do nasączenia. Piekarnik rozgrzej do 150 stopni. Następnie dodaj resztę bakalii, pokrojoną gruszkę i wymieszaj. Przełóż do naczynia żaroodpornego, wierzch posyp płatkami migdałów i zapiekaj przez 20-25 minut.

Smacznego śniadania :)



piątek, 22 stycznia 2016

Czyhając na zorzę - nocleg w szklanym igloo


Marzenia się spełniają. Od dobrych kilku lat na mojej liście podróży była Laponia. Nie myślałam, że spędzę tu 2 miesiące i to tak niespodziewanie szybko, karmiąc renifery i oglądając zorzę. Islandia, Finlandia - słyszałam, że to kraje do odwiedzania na stare lata - nic tylko nuda i drogo (z tym drugim to akurat prawda). Zdecydowanie polecam każdej grupie wiekowej, która lubi piękną naturę, nie boi się zimna i delektuje się ciszą.

Podczas szukania miejsc, które warto odwiedzić w Finlandii, znalazłam piękne zdjęcia szklanych igloo, z których zasypiając ogląda się zorzę polarną. Brzmi fantastycznie? Wygląda jeszcze lepiej. To miejsce to Kakslauttanen Arctic Resort.



Kompleks składa się z drewnianych domków z kominkiem, o których wszyscy marzą myśląc o sylwestrze w górach w gronie przyjaciół. Jest tam też wioska szklanych igloo.



Są niewielkie, wyposażone w toaletę z umywalką i część przeszkloną - z dwoma łóżkami - takimi trochę szpitalnymi, bo na kółkach ;) Mimo to są wypasione, bo mają sterowane podłoże - można podnieść sobie głowę albo nogi. Było śmiesznie :) W środku jest bardzo ciepło, termometr pokazywał 27 stopni, więc ja osobiście się tam dusiłam i spaliśmy przy uchylonych drzwiach (i tak było gorąco).

wieczorem..
...i rano :)
Prysznice znajdowały się po środku wioski razem z sauną, która jest tutaj tak często spotykana w mieszkaniach, jak..kuchnia? Myślę, że to właściwe porównanie. Finowie kochają "saunowanie" i mogą poświęcić cały wolny dzień na wchodzenie do sauny i wychodzenie z niej na ochłodzenie, zjedzenie czegoś, wypicie i wracają do "piekiełka" ponownie.

Tradycyjne fińskie danie - renifer z ziemniakami
W cenie pobytu była obiadokolacja: sałatka, renifer tradycyjnie podawany z ziemniakami - mogłam porównać do swojego i nieskromnie dodam, że oboje stwierdziliśmy, że mój był smaczniejszy :P i lody waniliowe z dżemem truskawkowym) i śniadanie.

Wśród gości nie spotkaliśmy innych Polaków, za to wśród obsługi tak. Blondynka, około 35 lat opowiadała nam, jak to sezon zimowy spędza od 5 lat w Laponii, a letni w Hiszpanii (taki miałam kiedyś plan na życie.. może kiedyś, kto wie?).

Gośćmi byli głównie Amerykanie i Chińczycy. Są najczęstszymi gośćmi, dlatego wśród staffu jest również Chinka, której angielski z chińskim akcentem był dla mnie nie do zrozumienia. Jej rola zdecydowanie polegała na obsłudze gości azjatyckich, którzy wyglądali, jakby nie kontaktowali, gdy jakakolwiek inna osoba z obsługi cokolwiek próbowała im przekazać (taka dygresja... jak oni mlaskają przy jedzeniu!!! Wiem, że to inna kultura, ale zastanawiam się nad przemyśleniem wyjazdu do Chin ever! Ich mlasku nawet nie trzeba nadsłuchiwać, do teraz dźwięczy mi to w uszach ).

Nocleg był niesamowity. Plan był taki, żeby nie spać, tylko cieszyć się widokami. Well.. los chciał tak, że pierwszy raz od ponad 10 dni bezsenności do 3:30 nad ranem, tej nocy zasnęłam jak dziecko przed 21:00. Najprzyjemniejsze było budzenie się w środku nocy i spoglądanie w niebo. Zorzy dalej nie było, ale uczucie naprawdę rewelacyjne. Czułam totalny spokój i zasypiałam dalej.
Tej nocy aurory nie zobaczyliśmy, ale księżyc i gwiazdy były widoczne. Marzyłam o takim przyżyciu i tak to właśnie wyglądało.


Wioska jest dość rozległa. Do naszego igloo szło się około 10 minut. W transporcie bagażu pomagają drewniane sanie, na które można położyć walizki...

...albo inne ciężary ;)







Wschód o 9:15


A to już widoki o zachodzie, wracając do Oulu.





czwartek, 21 stycznia 2016

"Jest mi ciepło" czyli krótka instrukcja ubierania się zimą w Laponii


Jak ubrać się żeby nie marznąć? To dobre pytanie dla bezdzietnych. Co innego, gdy masz ubrać siebie i dwójkę lub trójkę dzieci. Wtedy pytanie brzmi tak: jak ubrać wszystkich, żeby to pierwsze nie grzało się, gdy ubieram to ostatnie? A więc co robią Finowie? Ubierają to najmłodsze leżące w wózku, bo najmniej się spoci i... wystawiają je za drzwi na mróz. A jeśli mieszkasz w bloku? Wystawiasz dziecko na balkon. Sprytne, co?

Krótki filmik instruktażowy odnośnie właściwego ubierania znajdziecie tu:






Moje odczucia:

Filmik jest bardzo trafny. Ewentualnie mogłabym przesunąć -5 do -10. Spokojnie wytrzymuje w rajstopach i zwykłych spodniach do -10 :)

Wybierając się w taki mrozy, najważniejsze są:
  • odpowiednie buty: nieprzemakalne i ocieplane,
  • podwójne rękawice: najlepiej takie cieniutkie przylegające i na to grube wełniane 2-palczaste,
  • nieprzewiewna czapka lub kaptur,
  • odzież termoaktywna (ważne, by przylegała do ciała),
  • nieprzewiewna kurtka (szczerze mówiąc, to najlepiej żeby sweter też był mało przewiewny: np. mój piękny i ciepły sweter wełniany jest ciepły tylko, jeśli nie wieje, więc na spacery zabieram coś polarowego),
  • minimum dwie pary skarpet: jedna cienka, druga gruba, najlepiej wełniana,
  • krem zimowy w dużej ilości na twarz :).

Na spacerach przydają się też:
  • termos z gorącą herbatą,
  • termoforki mieszczące się do rękawic,
  • maska termoaktywna na twarz,
  • na marznące stopy jeszcze nic nie wymyśliłam... :(.


Póki co, najniższa temperatura, jaką tu zanotowaliśmy to -37 stopni Celsjusza.
Niewyraźny dowód, bo pewnie nam się ręka z zimna trzęsła!



Welcome to Finland! :)

wtorek, 19 stycznia 2016

Wyprawa w głąb Laponii czyli spotkanie z reniferami


Tutaj nie potrzeba zbyt wiele opisywania.. tutaj przydadzą się wyłącznie zdjęcia.

Wyczekiwana przeze mnie długo podróż w głąb Laponii już za mną. Teraz zima w Oulu już nie jest ani zadziwiająca, ani piękna. Teraz tęsknię za temperaturą -37 stopni Celsjusza, totalnie oblodzonymi drzewami, że pejzaż aż wydaje się być biało-czarny. Renifery, nadzieja na zorzę i pustki.

Myślisz, że masz dobry krem na zimę? Północ Finlandii to zweryfikuje. Myślałam, że mam najlepszy ( z apteki) i co? Zamarzła mi skóra ;)


Zamarznięte rzęsy? To już możliwe przy -24.


Piękno natury zimą bije po oczach. Chcesz zatrzymasz się na środku drogi, wydaje Ci się, że ona do Ciebie należy i nikt nie ma prawa tu w tej właśnie chwili przejeżdżać... Niestety to nie mongolskie stepy, więc jednak co parę/paręnaście minut ktoś przejeżdża ;)


  


Właśnie renifery...
Podobno nie ma już dziko żyjących. Wszystkie są oznakowane, zamarkowane. Jednak dalej chodzą stadami wolno po lasach. Dlatego dość często można zobaczyć powyższy znak przy drodze (my mamy krowy, Finowie renifery. Hm.) Nie gryzą i są leciutko głupiutkie - to opinia obsługi z Igloo Village Kakslauttanen, gdzie mięliśmy przyjemność nocować :)

W ciągu 24 godzin mieliśmy okazję dwukrotnie spotkać renifery. Przemieszczają się stadami, więc taka rada: gdy zobaczysz jednego renifera na drodze i chcesz biec do niego 500 m, co chwilę wpadając w poślizg, nie martw się -za nim idą kolejne. A Ty możesz oszczędzić sobie zadyszki, spocenia się i wyziębienia, bo przecież jest -30 stopni. Tak - to z doświadczenia.

No więc, gdy już dobiegliśmy do nich, ruszyły w las. To my za nimi! Po kolana w śniegu, nie wiedząc po czym idziemy, przedzieramy się bez żadnego sensownego pomysłu wgłąb lasu. Aparat padł godzinę wcześniej, swoją komórkę z wrażenia ścisnęłam i wyłączyła się, Jednak niezawodny Michał szybko podał mi swoją i zaczęłam robić zdjęcia. Wołałam, cmokałam, żeby przyszły i nic. Nagle przypomniałam sobie, że mam czekoladę w kieszeni! Zaczęłam wyjmować opakowanie i... zadziałało! Szelest papierka okazał się strzałem w dziesiątkę i same zaczęły podchodzić do nas.

Są urocze i idealne do fotografowania - nie ruszają się za dużo, zastygają na chwilę i nie boją się ludzi. Pewnie już niejeden je dokarmiał (i pewnie miał lepsze przysmaki niż my, bo nie chciały czekoladki!! :( ).


A to było tak...

były baaardzo daleko...
...i weszły do lasu...


...to my za nimi!


...to może wyciągnę czekoladkę!

I są chętni.. :)



...ale nie jestem pewny...



Czekoladka?? Fuu.. Idę sobie!


Ale później byli inni chętni :)


..którzy też nie chcieli czekoladki! :(


Ale zainteresowanie pozostało :)